poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Czym jest wewnętrzna higiena ciała.


O higienie zewnętrznej każdy wie z dzieciństwa, natomiast o higienie wewnętrznej wiemy niewiele, podczas gdy stan naszych wewnętrznych organów określa nasz wygląd zewnętrzny.


Każdy, kto posiada samochód dba o jego czystość z zewnątrz i od wewnątrz. Stosuje oleje i paliwo najlepszej jakości.Dlaczego człowiek podchodzi do własnego zdrowia bez takiej odpowiedzialności? 

Jeśli nie będziemy sprzątać samochodu wewnątrz chociażby przez rok, nazbiera się brudu i kurzu.
Tymczasem większość ludzi przez całe życie "nie sprząta" wnętrza swojego organizmu i dlatego po czterdziestym roku życia organizm jest tak zmęczony walką z zanieczyszczeniami, złogami i chorobotwórczymi bakteriami, że zaczyna być bardziej podatny na choroby.

Natura tak stworzyła organizm, że w każdej sekundzie rodzi się i umiera jednakowa ilość komórek. W zanieczyszczonym organizmie ilość "starych" komórek zawsze jest większa niż nowonarodzonych. I właśnie taki "bilans" przyczynia się do chorób i niedołężnej starości.

Ewolucja komórek rozpoczęła się od prostego jednokomórkowca, który miał dwa otwory: jeden przystosowany do odżywiania (pobieranie pokarmu), drugi do wydalania. Miedzy tymi otworami toczyło się "skomplikowane" życie komórki. Jeśli proces wydalania był naruszony, to komórka ginęła. Był to idealny, mimo że tak prosty, model. Organizm człowieka stworzony jest z miliardów komórek, ale zasady ich pracy są takie same: zakłócenia pracy wydalania powodują choroby i
śmierć.

Mało kto wie, że u dorosłej osoby w jelicie grubym znajduje się od 8 do 15 kg kamieni kałowych, które człowiek nosi przez całe życie.

Przeważnie po 40 roku życia jelito grube jest na tyle zapełnione kamieniami, że wypiera ze swoich miejsc inne organy, utrudniając pracę wątrobie, nerkom i płucom. Jest to przyczyną wielu chorób tych organów. Spróbujmy wyjaśnić, na czym to polega.

Wszystkie spożywane produkty możemy umownie podzielić na następujące grupy:
1. Białka - mięso, ryby, jaja itd.;
2. Węglowodany - chleb, miód, cukierki, ziemniaki itd.;
3. Tłuszcze - masło, olej, smalec itd.;
4. Produkty roślinne - warzywa, owoce, soki.

Większość węglowodanów i potraw roślinnych trawiona jest w jamie ustnej i jelicie cienkim, natomiast tłuszcze i białka w żołądku.

Wystarczy zatem, że zjemy mięso razem z ziemniakami, by mieć kłopoty trawienne.

Na przetrawienie ziemniaka - potrzebna jest około godzina, natomiast mięsa od 3 do 7 godzin.

Nie myślimy o tym, że różne produkty żywnościowe są trawione w różnym czasie. Masę energii, przeznaczonej na czynności życiowe i walkę z chorobami, organizm traci na trawienie, a za tym wydalanie obiadu składającego się z nieodpowiednio dobranych składników. Niestrawione resztki pokarmu dostają się do jelita grubego, oddzielają się od strawionego pokarmu, zlepiają się w bryłkę nazywaną kamieniem kałowym.

Jelito grube dla nas - jest jak doniczka dla roślin, a strawiony pokarm gra rolę dobrze nawiezionej gleby. Człowiek to drzewo. Ścianki jelita grubego są pokryte korzonkami, które podobnie jak korzenie rośliny, wsysają do krwi pożyteczne substancje. Każda grupa korzonków odżywia
odpowiedni organ. Pozostałości są wydalane. To jest zrozumiałe. A co dzieje się z niestrawioną bryłką?

Podczas następnego posiłku do niej dokleja się jeszcze jedna, potem jeszcze... Niestrawiony pokarm przylepia się do ścianek jelita grubego. Człowiek nosi ich aż po kilka kilogramów. A co dzieje się z tymi produktami "przechowywanymi" przez wiele lat w temperaturze powyżej 36°C, nietrudno sobie wyobrazić.

Funkcjonujący nadal pod warstwą "brudów" układ wchłaniający jelita grubego dostarcza do ciała toksyny, substancje rakotwórcze, produkty gnicia. To rozumie się samo przez się, że z tych substancji nie zbuduje się zdrowych komórek. Rozchodzą się one z krwią po całym organizmie i stopniowo
rujnują nasze zdrowie.

Z powyższego jasno wynika, że u człowieka nie może być chory tylko jeden konkretny organ. Chory jest cały organizm. Po prostu jakiś organ odmawia posłuszeństwa jako pierwszy i leczyć go nie ma sensu. Gdy leczymy bowiem jakąś konkretną chorobę, to tak naprawdę likwidujemy lokalny skutek choroby całego organizmu.

Tymczasem główny sprawca chorób pozostaje i jest gotowy w każdej chwili ujawnić się w innej części ciała. Przecież z zanieczyszczonego jelita grubego stale przedostają się do organizmu szkodliwe substancje. Takie jelita są źródłem ogólnego zatrucia. Stale rosnące zasoby kamieni kałowych zmieniają się w zwały.

Ogromny, nieruchomy worek z odpadami wypiera z właściwego miejsca organy wewnętrzne, uciska przeponę główny mięsień oddechowy, wyłącza ją z procesu oddychania, znacznie zmniejszając objętość płuc. Wypierana jest ze swego miejsca wątroba, podpierane są nerki, zmniejsza się ruchliwość jelita cienkiego, u mężczyzn zaciskany jest układ moczowo-płciowy.
Szczególnie cierpi dolna część odbytu: przeciążone żyły uwypuklają się, tworząc krwawe guzy. Niezliczone są objawy i uszkodzenia organów, nieprzewidywalna diagnostyka chorób powstałych z powodu stale zanieczyszczonego jelita grubego. Ale szczytem wszystkiego jest niedrożność jelita grubego w ostatnim stadium raka, kiedy zatyka się wąski kanał i człowiek skazany jest na śmierć z powodu zatrucia organizmu własnymi toksynami.

(M. Tombak  "Czy można żyć 150 lat?")


Ćwiczenia na pamięć i koncentrację


Proste ćwiczenia na pamięć i koncentrację zarazem.
 

Do wykonania pierwszego z nich będzie Ci potrzebna druga osoba.

** Ćwiczenie 1 **

Aby wykonać to ćwiczenie wejdź do jakiegoś pomieszczenia bądź budynku. Rozglądnij się w nim dobrze i staraj się zapamiętać jak najwięcej szczegółów.

Następnie wyjdź, a druga osoba niech zada Ci jakieś pytania na temat tego, co było w środku, np: wymień jak najwięcej rzeczy w kolorze białym. Albo: wymień jak najwięcej okrągłych przedmiotów jakie widziałeś. Ważne jest to, abyś wcześniej nie znał pytań, jakie zada Ci druga osoba. W ten
sposób będziesz zmuszony skoncentrować się i zapamiętać jak najwięcej.

Inna wersja tego ćwiczenia może polegać na tym, że czytasz gazetę, a następnie druga osoba przepytuje Cię z wcześniejszej lektury.

** Ćwiczenie 2 **

Drugie ćwiczenie jest całkiem przyjemne. Polega bowiem na oglądaniu telewizji, ale trochę inaczej. Gdy oglądamy film, wiadomości czy reportaż, wiele informacji wpuszczamy jednym uchem a wypuszczamy drugim. Znam osoby namiętnie oglądające wiadomości, ale gdyby zapytać je co było wczoraj nie potrafią powiedzieć.

Twoje oglądanie telewizji będzie bardziej aktywne. Zaopatrz się w kartkę papieru i coś do pisania. Podczas oglądania tv notuj ważniejsze informacje, zdarzenia, dane liczbowe.

Możesz wprowadzić także inną odmianę tego ćwiczenia. Jeżeli masz taką możliwość, nagraj wiadomości lub film, a potem wypisz jak najwięcej informacji, które pamiętasz. Kiedy skończysz obejrzyj nagranie ponownie i zwróć uwagę ile rzeczy zapamiętałeś, a ile Ci umknęło. Jeżeli starczy Ci sił, po powtórnym obejrzeniu materiału możesz ponownie wypisać wszystko co zapamiętałeś.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Zasady kładzenia dziecka do snu


Kładzenie dziecka do snu bywa niekiedy dla rodziców kłopotliwym i męczącym zmaganiem związanym z wychowaniem dziecka.
 

Łatwość zasypiania po położeniu się do łóżka jest tak różna, jak różne bywają dzieci. Jedne nie mają z zasypianiem żadnych problemów, inne zaś wymagają pomocy i szczególnego wysiłku rodziców kładących je spać. Aby ułatwić dziecku trudny dla niego proces, można posłużyć się kilkoma pomocnymi metodami. 

Ile powinno spać dziecko? 

Czas jaki dziecko powinno spędzić w fazie snu jest ściśle zależny od jego wieku. Noworodek może przespać do ok. ¾ doby, dziecko w wieku szkolnym potrzebuje ok. 9 h snu na dobę. 
➢ Noworodek: od 16 do 18 godzin; 
➢ 6 miesięcy życia: od 10 do 11 godzin + 2 drzemki (od 2 do 3 godzin); 
➢ 1 rok życia: od 10 do 11 godzin + 1 lub 2 drzemki (od 1 do 2 godzin); 
➢ 2 lata: od 10 do 11 godzin + 1 drzemka (od 1 do 2 godzin); 
➢ 3 lata: od 10 do 11 godzin + ewentualnie 1 drzemka (2 godziny); 
➢ 5 lat: od 10 do 11 godzin; 
➢ 7 lat: ok. 10 godzin; 
➢ 10 lat: od 9 do 10 godzin. 

Jak dobrze położyć dziecko do snu? 

Aby uniknąć problemów podczas zasypiania, warto wypracować sobie pewną stałość postępowania. Maluch powinien mieć świadomość końca dnia i konsekwencji z tego wynikających. Wprowadzenie zwyczajów zasypiania, sugerujących porę spoczynku, będzie z pewnością dobrze przyjęte. Dzięki nim dziecko będzie traktować czas snu jako stałą i normalną czynność, nie będzie miało poczucia zaskoczenia, co zapewni mu wewnętrzny spokój, a rodzicom większe posłuszeństwo ich pociech. 

Rytuały zasypiania powinny obejmować zarówno aspekty fizjologiczne, jak i psychologiczne. Czynności te mają przygotować dziecko na spokojny sen, ale jednocześnie stają się asekuracją na wypadek, gdy dziecko położone do łóżka chce świadomie odwlec chwilę zasypiania i prosi rodzica o coraz to nowe rzeczy (pluszaka, picie, całusa). Często różnorodne prośby dziecka przed zaśnięciem sugerują potrzebę obecności mamy lub taty. 

Przed zaśnięciem dziecko powinno: 
➢ wyciszyć się poprzez spokojną zabawę (w czasie ok. 1h przed snem zabawy intensywne i pobudzające mogą znacznie utrudnić zaśnięcie); 
➢ umyć się (lub w zależności od wieku zostać umyte przez rodzica); 
➢ skorzystać z toalety; 
➢ spędzić określony czas (w zależności od potrzeb dziecka i możliwości rodzica 15 – 30 min.) na rozmowie z mamą/tatą np. o tym, co wydarzyło się minionego dnia lub na czytaniu/opowiadaniu bajki przez rodzica; 
➢ dostać coś do picia; 
➢ dostać do spania swoją ulubioną zabawkę; 
➢ zostać przez mamę/tatę ucałowane na dobranoc. 

Kiedy będziemy pamiętać o każdej z tych czynności, zapewnimy dziecku optymalne poczucie bezpieczeństwa i w naturalny sposób przygotujemy je na sen. Następnie należy powiedzieć dziecku „dobranoc” i wyjść z pokoju. Sugeruje to maluchowi, że pożegnało się z rodzicem na całą noc. 

Dzieci, którym przedstawione wyżej „rytuały” wystarczają do zaśnięcia, zapewne nie będą już wołać rodzica i wychodzić z łóżka, lecz spokojnie zasną. Jeżeli zaś dziecko jest niespokojne, ponawia prośby i wstaje z łóżka, dobrą metodą jest zostanie przy nim w pokoju, w ciszy, aż do czasu zaśnięcia. W zależności od tego, czy dziecko boi się ciemności czy ją toleruje, możemy zapalić nocną lampkę lub całkowicie zgasić światło. 

W przypadku dzieci starszych, pięcio-siedmiolatków, powyższe zasady również są skuteczne. Warto jednak pozwolić dziecku na 15 minut tuż przed snem w łóżku na samodzielne czytanie książki, malowanie, oglądanie albumów lub inną spokojną zabawę, która sprawia mu przyjemność. 

Dzieci dziesięcioletnie mogą buntować się wobec zbyt wczesnej ich zdaniem pory snu. Można wtedy w ramach uznania większej „dojrzałości” i samodzielności pociechy przesunąć czas zasypiania na godzinę później w stosunku do lat poprzednich, przestrzegając jednak konsekwentnie nowej pory. 

A kiedy dziecko budzi się w nocy? 

Aby pomóc dziecku przespać spokojnie całą noc, musimy wiedzieć, co powoduje problemy malucha ze snem. Dziecko wybudza się w środku nocy i płacze – przyczyną może być strach przebywania w samotności, czy ciemności, potrzeba obecności bliskiej osoby lub złe sny. W takiej sytuacji zareagujmy na wołanie dziecka, ponownie utulmy je do snu i poczekajmy, aż zaśnie. Dziecko wybudza się i przychodzi do łóżka rodziców – świadczy to zazwyczaj o dużej potrzebie przebywania z rodzicami. Rozwiązanie tego problemu nie jest jednoznaczne i zależy przede wszystkim od tego, czy rodzicom takie zachowanie przeszkadza, czy nie. Sytuacje tego typu mogą być jednak męczące dla całej trójki, dlatego też warto nie przyzwyczajać dziecka do spania z rodzicami. Dziecko nie chce spać we własnym łóżku – jeśli rodzice zgodnie ulegną prośbom malucha, muszą się liczyć z faktem, że próba przeniesienia go do własnego łóżka będzie z czasem coraz trudniejsza. 

Odzwyczajając dziecko od spania z rodzicami można zacząć stopniowo ustalając z nim, ile nocy w tygodniu możecie spać wspólnie, a ile spędzi we własnym łóżku lub też przekazać maluchowi, że zaraz po uśnięciu zostanie przeniesiony do swojego łóżka


sobota, 23 kwietnia 2016

Mięśniaki macicy


Mięśniaki macicy zaliczane są do nowotworów niezłośliwych. 

Rozwijają się z włókien mięśni gładkich. Występują u ok. 10-20% kobiet, najczęściej między 35-50 rokiem życia. Uważa się powszechnie, że mięśniaki częściej występują u kobiet niezamężnych, nieródek lub mało rodzących. Przyczyna powstawania mięśniaków nie jest do tej pory jasna. Podkreśla się jedynie znaczenie estrogenów w patomechanizmie tego schorzenia. 

Najczęściej mięśniaki rozwijają się w trzonie macicy, rzadziej w szyjce macicy. Mogą być pojedyncze i mnogie, różnej wielkości. Wyróżniamy 3 typy mięśniaków w zależności od umiejscowienia i kierunku wzrostu: 
➢ mięśniaki śródścienne – zazwyczaj rosną jako guzy mnogie, nie zniekształcają narządu, są małe; ➢ mięśniaki podśluzówkowe – rosną pod błoną śluzową macicy, mogą być uszypułowane, co może prowadzić do skurczów macicy; 
➢ mięśniaki podsurowicówkowe – rosną ponad powierzchnią macicy, prowadzą do zniekształcenia narządu, mogą tworzyć postacie uszypułowane. 

Objawy (są uzależnione od umiejscowienia i wielkości mięśniaka): 
➢ obfite, przedłużające się miesiączki; 
➢ krwawienia międzymiesiączkowe; ➢ bóle (przy dużych); 
➢ objawy ucisku tkanek i narządów sąsiednich. 

Objawami powstawania mięśniaka mogą być: obfite, przedłużające się miesiączki, krwawienia międzymiesiączkowe czy objawy ucisku tkanek i narządów sąsiednich. U kobiet w młodszym wieku dodatkowymi objawami mogą być: 
➢ niepłodność; 
➢ poronienia, przedwczesne porody; 
➢ nieprawidłowe położenie płodu. 

Leczenie: 
1) Leczenie hormonalne (przy bardzo małych). 
2) Leczenie operacyjne: 
➢ zabieg wykręcenia mięśniaka (rodzącego się); 
➢ wyłuszczenie pojedynczych mięśniaków; 
➢ usunięcie macicy. 


czwartek, 21 kwietnia 2016

środa, 20 kwietnia 2016

Wspomaganie leczenia nowotworów.


Nowotwór jest obecnie chorobą wzbudzającą największe przerażenie. 

Jest uważana za niepokonaną i zazwyczaj śmiertelną. Sama nazwa niesie za sobą pejoratywne znaczenie. Rak, nowotwór - to słowa oznaczające zarówno wstrętne stworzenie trawiące człowieka od wewnątrz jak i nieopanowaną, rozrastającą się samoistnie siłę. Lęk wzbudza również niewiedza na temat rozprzestrzeniania się choroby, jej przyczyn a także brak umiejętności skutecznego opanowania choroby. Chorych przerażają skutki uboczne leczenia, osłabienie organizmu, uzależnienie od innych i niemoc. Doskonale widoczne jest, że nie tylko fizyczny ból, lecz także psychiczne cierpienie są trudne do zniesienia. Psycholodzy towarzysząc osobom cierpiącym na nowotwór mogą wyraźnie wspomagać proces leczenia.

Jest kilka płaszczyzn, na których możnaby udoskonalić wspomaganie leczenia. Oddziaływanie psychologów może wpływać zarówno na powszechne w społeczeństwie poglądy i sądy na temat choroby, stosunek lekarzy do pacjentów, na rodziny i wreszcie na samego chorego.

Eksperymenty związane z działaniem placebo lub oddziaływaniem irracjonalnych przekonań na samopoczucie i emocje dowodzą jak ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu mają nasze myśli. Można przypuszczać, że pewna część cierpienia osób chorych i ich rodzin związana jest właśnie z różnymi przekonaniami dotyczącymi choroby nowotworowej, np. "Rak oznacza wyrok śmierci", "Nowotwór jest siłą nie do opanowania, jest nieprzewidywalny", "Rak to kara za grzechy" itp. Wiedza psychologiczna nakłania do podjęcia prób zmiany tych sądów. Można to uczynić choćby za pomocą kampanii reklamowych, plakatów, akcji happeningowych uświadamiających rzeczywistą naturę nowotworów. Ludzie obecnie często boją się mówić o tej chorobie, nie chcą podejmować badań kontrolnych, wolą odsuwać od siebie świadomość zagrożenia zachorowania. Jest to naturalny mechanizm obronny - unikanie i ucieczka od problemu. Niestety, może on być przyczyną nie wykrycia choroby we wczesnym stadium i tym samym uniemożliwić jej wyleczenie. Nagłaśnianie tematu, potwierdzanie, że nowotwór jak każda inna choroba jest często uleczalny, że jest w dużej mierze podobny do innych chorób może wpłynąć na upowszechnienie badań okresowych a także zmniejszenie lęku przed pozytywnym wynikiem badań kontrolnych.

Drugi aspekt doskonalenia psychologicznego wspomagania leczenia nowotworów związany jest z lekarzami i ich relacją z pacjentami. Onkolodzy mają szczególnie trudne zadanie, ponieważ nie tylko życie innych spoczywa w ich rękach, ale także często są bezradni z powodu braku środków leczenia.Pracę psychologów z lekarzami należałoby zacząć jeszcze w trakcie procesu kształcenia. Uwrażliwienie na siłę oddziaływania autorytetu oraz na psychologiczne aspekty zdrowienia znacznie podwyższyłoby skuteczność leczenia oraz samopoczucie hospitalizowanych pacjentów. Lekarze powinni zdawać sobie sprawę, że cierpienie chorych jest związane nie tylko z fizycznym bólem, ale także z psychicznym załamaniem - osamotnieniem, przerażeniem, upokorzeniem, utratą wszelkiej kontroli i odczłowieczeniem. Taka świadomość wśród personelu medycznego umożliwiłaby lepszą opiekę - zwrócenie uwagi na możliwość poprawienia wyników leczenia poprzez danie poczucia kontroli nad samym sobą i traktowanie chorego jak człowieka, uprawnionego do decydowania o sobie i wymagania szacunku od innych. Lekarze już od pierwszego kontaktu powinni zdawać sobie sprawę ze swojego autorytetu. Szacunek do pacjenta i pełna wiary w wyleczenie postawa lekarza napawa nadzieją chorych zwiększając szansę na zdrowienie. Oprócz tego należy zwrócić uwagę na różnorodność potrzeb pacjentów. Wszyscy oczekują wyzdrowienia i potrzebują pewnych form wsparcia, natomiast każdy z nich w innej formie. Ludzie w stresie mogą dążyć do uzyskania jak największej ilości informacji o zagrożeniu lub unikać ich i odwracać od niego uwagę. W procesie kształcenia medycznego powinno pojawić się wiele elementów psychologii - wykłady i ćwiczenia zwiększające świadomość wspomagającej roli psychologicznego oddziaływania i różnorodności potrzeb ludzkich.

Kolejnym aspektem jest powszechne wśród pracowników służby zdrowia wypalenie zawodowe. W nierównych kontaktach z pacjentami zaburzenie to ma wielkie szanse wystąpienia. Wskazane byłoby zapewnić narzędzia do rozpoznawania objawów choroby - chociażby w formie cyklicznych wykładów uświadamiających zagrożenie i wskazujących możliwości przeciwdziałania i leczenia. Niezbędna jest również stała opieka psychologiczna personelu medycznego. Umożliwiłaby ona udzielanie wsparcia, pomoc w sytuacjach obciążających psychicznie i emocjonalnie, odnalezienie dróg skuteczniejszego radzenia sobie w częstych sytuacjach stresu. Spotkania grupowe lekarzy i pielęgniarek byłyby szansą na podzielenie się doświadczeniem, udzielanie wzajemnego wsparcia, skuteczniejsze dzielenie obowiązków i zmniejszenie niezdrowej rywalizacji na rzecz współpracy.

Wspomagające oddziaływanie psychologiczne może być potrzebne również w pracy z rodzinami osób chorych na raka. Wiadomość o chorobie bliskiej osoby jest trudna do przyjęcia i zaakceptowania, a zmiany zachodzące podczas leczenia, konieczność opiekowania się, niezrozumiałe zachowanie chorego, osamotnienie i bezradność są często zbyt wielkim obciążeniem, a także dezorganizacją dotychczasowego życia. Uczestnictwo osób bliskich w leczeniu jest niezwykle istotne i niezastąpione dlatego należy je wspomagać. Psycholodzy powinni podczas pracy z rodzinami chorych dostarczać informacji dotyczących choroby - etapy leczenia, sposoby pielęgnacji chorych, a także możliwe reakcje emocjonalne. Taka wiedza zwiększy poczucie kontroli oraz świadomość czekających ich zadań i sytuacji. Poczują się pewniej i bezpieczniej. W walce z poczuciem osamotnienia u osób opiekujących się chorymi pomocne mogą się okazać grupy wsparcia. Wymiana doświadczeń, okazja do otworzenia się i bycia zrozumianym, wylania swoich emocji jest dużą pomocą.

Psychologiczna pomoc może się również wiązać ze zwiększaniem umiejętności relaksowania się i zmniejszania odczuwanego stresu. Przydadzą się one zarówno personelowi medycznemu, jak i chorym i ich rodzinom. Realizacja siebie w zainteresowaniach i kontaktach społecznych odgrywać może rolę bufora dla stresów i przeciążeń odczuwanych w innych sferach życia.

Obszar psychologicznego wspomagania leczenia nowotworów wiąże się bezpośrednio z pracą z chorymi. Od momentu podjęcia decyzji o zrobieniu badań diagnostycznych, poprzez diagnozę, okres leczenia, uboczne jego skutki i czas przychodzenia do zdrowia chorzy przechodzą olbrzymie stresy. Wspomaganie i towarzyszenie im umożliwiłoby łatwiejsze i bardziej świadome radzenie sobie z nimi. Grupy wsparcia są szczególną metodą umożliwiającą uzyskanie zrozumienia i wyrażenie prawdziwych emocji (gniewu, lęku czy poczucia winy, zagubienie, bezradność), których chorzy nie chcą lub wstydzą się pokazywać wobec lekarzy czy rodziny.

Zmiana irracjonalnych myśli dotyczących raka to podstawowe zadanie umożliwiające poprawę stanu psychicznego i dające podstawę do procesu leczenia. Simontonowie opracowali terapię dla osób chorych na raka opartą właśnie na przeformułowaniu złych przekonań na zdrowe: oparte na rzeczywistych faktach, chroniące zdrowie i życie, pozwalające czuć się dobrze i unikać konfliktów.

Zadaniem psychologów w pracy z chorymi jest budowanie pozytywnego myślenia, kształtowanie własnej wartości i poczucia samoskuteczności. Zadanie to jest tym trudniejsze, że w obecnym stanie wiedzy medycznej sposoby leczenia nie zawsze przynoszą skutek, a zazwyczaj przynoszą wiele nieprzyjemnych i bolesnych skutków ubocznych. Poprzez oddziaływanie bezpośrednie, grupy wsparcia i poprzez obecność rodziny pacjent może lepiej odnajdywać się w nowej sytuacji i tym samym szybciej dochodzić do zdrowia. Jak twierdzą zwolennicy psychologii zdrowia oraz przedstawiciele terapii Gestalt człowiek jest zintegrowanym systemem rozumu, ciała i emocji. Wyłącznie fizyczna interwencja może okazać się nieskuteczna w walce z chorobą. W procesie leczenia należy się zająć wszystkimi obszarami.

Psychologiczne wspomaganie procesu leczenia nowotworów to bardzo szeroki obszar działań obejmujący pracę z edukacją i wspieraniem pracowników służby zdrowia, chorych i ich rodzin a także uświadamianiem i uwrażliwianiem społeczeństwa. Osiągnięcie celu jakim jest przyspieszenie leczenia i zmniejszenie cierpienia chorych wymaga dużo wysiłku i pracy na różnych wymiarach. 

Pierwszym zadaniem jest zapewne przekonanie władz o niezbędności pomocy psychologicznej, ponieważ wymaga ona pewnych nakładów pieniężnych, które okazałyby się mniejsze niż kosztowne leczenie i długotrwała hospitalizacja chorych.


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Długotrwały stres przyspiesza starzenie komórek o 10 lat


Kobiety narażone na długotrwały silny stres psychiczny mają o 10 lat starsze komórki odporności, w porównaniu z mniej zestresowanymi rówieśniczkami - zaobserwowali naukowcy z USA. Wyniki opublikowało pismo "Proceedings of the National Academy of Sciences".


Naukowcy od dawna wiedzą, że długotrwały stres niekorzystnie wpływa na zdrowie i sprzyja przedwczesnemu rozwojowi różnych chorób, np. układu krążenia i ogólnemu osłabieniu odporności.

Zdaniem autorów  pracy, ich wyniki pokazują, że podłożem tego zjawiska jest szybsze starzenie komórek pod wpływem stresu. Zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco przebadał grupę 58 zdrowych kobiet przed menopauzą (między 20. a 50. rokiem życia). Część z nich, tj. 39 kobiet, była narażona na długotrwały silny stres z powodu przewlekłej choroby dziecka, część, tj. 19 kobiet miała zdrowe dzieci, a tym samym przeżywała mniej stresów i stanowiła grupę kontrolną.

Analizowano wpływ stresu na starzenie krążących we krwi komórek odporności - tzw. monocytów. Biologiczny wiek komórek oceniano na podstawie długości telomerów - zakończeń chromosomów, które zapobiegają utracie cennego materiału genetycznego w trakcie podziałów komórki i zapewniają w ten sposób jego stabilność.

Za każdym razem, gdy komórka się dzieli, dochodzi do skracania tych ochronnych "kapturków". A im krótsze są telomery, tym komórka ma przed sobą mniejszą liczbę podziałów na dwie nowe komórki. Stopniowe skracanie się telomerów przyczynia się więc do starzenia komórek i może mieć udział w rozwoju wielu chorób.

Okazało się, że kobiety najdłużej opiekujące się chorym dzieckiem, czyli najdłużej przeżywające silny stres, miały najkrótsze telomery. W ich komórkach odnotowano też najmniejsze ilości telomerazy, enzymu służącego do odbudowy telomerów oraz wysokie stężenie wolnych rodników tlenowych, które przyspieszają skracanie telomerów i niszczą DNA.

Jak oszacowali badacze, u kobiet przeżywających najsilniejszy stres komórki odporności były biologicznie o 10 lat starsze, niż u kobiet najmniej zestresowanych. W analizie uwzględniono oczywiście faktyczny wiek kobiet.

Jak zaznaczają autorzy, starsze komórki mogą gorzej funkcjonować i szybciej ginąć. To mogłoby tłumaczyć pogorszenie odporności u osób narażonych długotrwale na stres. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób stres sprzyja skracaniu telomerów. Być może zachodzi to za pośrednictwem hormonów stresu.

Autorzy liczą, że w przyszłości ich badania pomogą opracować metody zapobiegające skracaniu telomerów. Mogłyby to być na przykład leki pobudzające aktywność telomerazy. Istnieje też szansa, że długość telomerów będzie wykorzystywana do oceny ryzyka różnych chorób, tak jak teraz poziom "złego" cholesterolu służy do oceny ryzyka chorób serca. 

Następnym krokiem badaczy ma być sprawdzenie, czy długotrwały stres przyspiesza starzenie również innych komórek organizmu, np. komórek tworzących ścianki naczyń krwionośnych.


Oceń stan swojego zdrowia - nastawienie psychiczne