Ciężarne kobiety, które były świadkami ataków na World Trade Center 11 września 2001, przekazały biologiczne oznaki przebytego stresu swoim dzieciom - informuje "Journal of Clinical Endocrinology and Metabolism".
Naukowcy z Edynburga i Nowego Jorku badali dzieci 38 matek, które w czasie ciąży były bezpośrednimi świadkami największego w dziejach zamachu terrorystycznego przebywały w samych budynkach lub ich pobliżu. U dzieci stwierdzono na podstawie badania śliny niski poziom kortyzolu - hormonu związanego ze stresem. Podobnie niski poziom kortyzolu miały również matki - to typowy objaw stresu pourazowego. Poziom kortyzolu był najniższy w przypadku dzieci z ciąż najbardziej zaawansowanych w chwili ataku.
Kortyzol w czasie stresu podnosi poziom cukru we krwi, ale także wpływa na nastrój oraz pamięć. Niski poziom kortyzolu stwierdzono wcześniej u dzieci ofiar Holokaustu - stresowały je opowieści rodziców lub ich zachowanie.
Naukowcy zamierzają śledzić dalszy rozwój dzieci, by sprawdzić, jaki będzie wpływ obniżonego poziomu kortyzolu na psychikę. Możliwe, że zmiany hormonalne związane ze stresem wpłynęły na rozwój mózgu - dzieci mogą być w przyszłości bardziej podatne na stres. Inne badania przeprowadzone przez naukowców z Columbia University Medical Centre wykazały, że co trzecie nowojorskie dziecko w wieku szkolnym cierpiało na zaburzenia psychiczne związane z atakami z 11 września.
Dzięki obecności dziadków w domu, dzieci z niepełnych rodzin radzą sobie równie dobrze w nauce, jak rówieśnicy - wskazują badania amerykańskie.
Z dotychczasowych obserwacji wynika, że dzieci wychowywane przez jednego rodzica mają gorsze wyniki w szkole i mniejszy zapał do nauki niż rówieśnicy z pełnych rodzin. Naukowcy z Cornell University dowiedli jednak, że dzieci wychowywane przez samotne matki mogą sobie doskonale radzić w szkole, pod warunkiem, że w domu mieszka z nimi chociaż jedno z dziadków. Tak przynajmniej wynika z analizy danych zebranych w trakcie długotrwałego ogólnonarodowego studium.
Okazało się, że dzieci wychowywane przez samotną matkę faktycznie miały gorsze wyniki w nauce niż rówieśnicy. Sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej, gdy w domu mieszkało dodatkowo przynajmniej jedno z dziadków - wówczas wyniki dziecka były równie dobre jak rówieśników z pełnych rodzin. Zdaniem autorów, te obserwacje sugerują, że dziadkowie mogą w pewnym stopniu buforować negatywny wpływ rozbitej rodziny na rozwój dziecka. Naukowcy chcą sprawdzić, jak z nauką radzą sobie dzieci wychowywane wyłącznie przez dziadków.
Te badania są ważne dlatego, że w starzejącym się społeczeństwie dziadkowie coraz częściej pełnią istotną lub główną rolę w wychowywaniu dzieci.
W większości przypadków pedofilia ma charakter wtórny, skłonność do niej wykazują mężczyźni, którzy czują się zagrożeni przez dorosłe kobiety.
,,Bywa, że przestępstw na tym tle dopuszczają się ludzie, którzy na co dzień mają kontakt z dziećmi" - powiedział seksuolog, Zbigniew Lew-Starowicz.
Problem lęku przed kobietami to jedna z przyczyn coraz częstszych przypadków pedofilii - uważa seksuolog. Inna przyczyna to taka, że wzrasta liczba niedojrzałych psychicznie mężczyzn, którzy świetnie się porozumiewają z dziećmi, ponieważ są jakby na ich poziomie. "Bywają też tacy, którzy wykorzystują dzieci do zaspokojenia potrzeb, przezwyciężając swoją nieśmiałość, kompleksy" - podkreślił.
Pytany, dlaczego takie przypadki coraz częściej zdarzają się wśród m.in. nauczycieli, psychologów, powiedział, że te grupy zawodowe mają "łatwiejszy dostęp do dzieci". "Łatwiej jest im zdobyć zaufanie dziecka, zbałamucić je i uzależnić od siebie" - wyjaśnił.
Zaznaczył, że więzienie jest jedynie wymierzeniem kary za czyn, a rozwiązaniem mogłoby być leczenie pedofilów. Leczeniem polegałoby m.in. na psychoterapii i obniżeniu popędu płciowego przy pomocy leków.
Jak zaznaczył, szansa na wyleczenie byłaby podobna jak w przypadku innych nałogów, np. alkoholizmu. "Ktoś może nie pić 20 lat, ale wypije kieliszek i wraca do nałogu. Podobnie jest w tym przypadku" - powiedział.
Pytany, czy powinny zostać wprowadzone specjalne testy m.in. dla przyszłych nauczycieli, psychologów, które umożliwiłyby stwierdzenie skłonności do pedofilii, Lew-Starowicz odpowiedział, że jest to możliwe, ale trudne do realizacji ze względu na liczbę osób, które powinny byłyby zostać poddane takim badaniom. "
Wiązałoby się to z przebadaniem setek tysięcy osób" - podkreślił.
Autohipnoza może skutecznie łagodzić dolegliwości związane z katarem siennym - wskazują wstępne wyniki badań szwajcarskich.
Naukowcy z Uniwersytetu w Bazylei przeprowadzili badania w grupie 66 osób cierpiących na katar sienny, który jest najczęściej wywołany alergią na pyłki roślinne. Część uczestników przeszła trening z zakresu autohipnozy, którą później musieli stosować regularnie w ciągu dwóch lat badań. Poza tym, wszystkim pacjentom podawano leki na alergię. Dokładny przebieg doświadczenia przedstawia pismo "Psychotherapy and Psychosomatics".
Po roku okazało się, że autohipnoza wspomaga działanie leków - pacjenci, którzy regularnie stosowali tę technikę, rzadziej mieli objawy kataru siennego. Dotyczyło to zwłaszcza uciążliwego wodnistego wycieku z nosa. Dzięki temu możliwa stała się redukcja dawek środków przeciwalergicznych.
Te wyniki zachęciły naukowców do kontynuacji badań. Tym razem szkolenie z zakresu autohipnozy przeszła druga grupa pacjentów. Po roku również u nich odnotowano złagodzenie objawów kataru siennego. Pod wpływem autohipnozy dochodziło m.in. do "odetkania" nosa i poprawy wentylacji zatok.
"Nasze rezultaty są bardzo obiecujące, dlatego warto prowadzić dalsze badania nad zastosowaniem autohipnozy w leczeniu kataru na tle alergicznym" - komentuje kierownik szwajcarskiego zespołu, prof. Wolf Langewitz. Badacz podejrzewa, że skuteczność autohipnozy może wynikać z jej korzystnego wpływu na krążenie krwi w organizmie. W przypadku kataru dochodzi do zastoju krwi w śluzówce nosa i obrzęków. Poprawa przepływu krwi prowadzi natomiast do udrożnienia nosa.
Hipnoza jest obecnie stosowana w medycynie alternatywnej do leczenia wielu różnych schorzeń, w tym alergicznych, takich jak astma, egzema, a nawet w terapii migren czy zespołu drażliwego jelita.
Niemiecki psycholog opracował wzór na szczęśliwy związek, zgodnie z którym każda krytyczna uwaga powinna być równoważona pięcioma komplementami. Dr Hans-Werner Bierhoff z Instytutu Psychologii Społecznej Uniwersytetu w Bochum twierdzi, że partnerzy powinni pamiętać o tym, aby każdą krytykę łagodzić co najmniej pięcioma pochwałami. "Taka równowaga gwarantuje szczęście w związku", zapewnia badacz, który razem ze swoją współpracownicą Elke Rohmann przeprowadził odpowiednie testy na tysiącach ochotników i w oparciu o ich wyniki napisał książkę "Co czyni miłość silną".
Poradnik zawiera rady na temat sposobów utrzymania trwałego związku oraz opisuje problemy, jakie można napotkać na drodze do szczęśliwego partnerstwa. Zdaniem Bierhoffa, przyczyną zakłócenia równowagi w związku i prowadzącego do rozstania kryzysu mogą być takie zdarzenia, jak utrata pracy, niewierność albo "stresujące sytuacje", czyli np.: choroby, depresja lub narodziny dziecka.
Zbuntowane cząsteczki tlenu z dużą szybkością poruszają się po naszym organizmie utleniając każdy napotkany związek. Efekt? Uszkodzone komórki, tkanki, postępujący proces starzenia.Na ile znane jest nam pojęcie wolnych rodników? Brzmi znajomo. Pierwsze skojarzenie to etykieta kolejnego kremu na półce w łazience, który pośród licznych właściwości ma za zadanie właśnie zwalczanie wolnych rodników. Dlaczego? Bo przyczyniają się do potęgowania procesu starzenia skóry, a wszak podstawowym zadaniem kosmetyków jest pielęgnacja i nawilżanie, a więc przedłużenie młodości naszej twarzy i ciała. Pojęcie wolnych rodników pojawia się też często przy długiej liście zgubnych skutków palenia tytoniu. Tu również rachunek wydaje się prosty: dym papierosowy= wolne rodniki = szara i zmęczona cera. Czy przedwczesne odbieranie nam młodego wyglądu to ich jedyny grzech? Bynajmniej, takie podejście do tematu to znak, że nie doceniamy nawet jednej tysięcznej szkodliwości działania tych małych cząsteczek. Na długiej liście ich umiejętności przyspieszanie starzenia skóry to najmniej szkodliwa właściwość, zaś do najpoważniejszych zaliczane są między innymi nowotwory. Warto zatem bliżej przyjrzeć się owym mikroskopijnym wrogom, poznać ich charakter i motywy działania, by następnie podjąć stosowne kroki, chroniące przed zgubnym wpływem. Niebezpieczny buntownik
Jak na ironię źródłem wolnych rodników jest życiodajny tlen - to zbuntowane cząstki tlenu, zwane jego agresywną odmianą. Powstają w wyniku tysięcy reakcji, jakie zachodzą w naszym ciele z udziałem tego pierwiastka. Rodniki to ta część, która nie uległa pełnej redukcji. Wykazują doskonałe właściwości paramagnetyczne, są bardzo aktywne pod względem chemicznym. Brakuje im jednego – elektronu, który stanowiłby uzupełnienie pary, zaś przyroda nie znosi pustki. Dlatego, pragnąc jak najszybciej uzupełnić brakujący element, rodniki z dużą szybkością poruszają się po naszym organizmie wchodząc w reakcje z napotkanymi cząsteczkami i utleniając każdy związek, z jakim mają kontakt. Efekt? Uszkodzone komórki, tkanki, postępujący proces starzenia. Wolne rodniki atakują związki białka i DNA.
W jaki sposób trafiają do naszych organizmów? Istnieją dwie drogi, dzięki którym możemy zetknąć się z wolnymi rodnikami. Część z nich powstaje już we wnętrzu naszego ciała w wyniku procesów metabolicznych, czy działania promieni UV. Mogą również zaatakować nas z zewnątrz pod wpływem działania skażonego powietrza, zepsutej żywności, produktów zawierających wielonasycone kwasy tłuszczowe. Na rodnikowej liście przebojów nie może też zabraknąć jedzenia typu „fast food".
Co potrafią? Całkiem sporo. Najlepszym zobrazowaniem ich szkodliwego wpływu na nasz organizm może być porównanie do metalu, który pod wpływem tlenu pokrywa się rdzą, powodującą starzenie i niszczenie materiału. Podobnie wyjęte z lodówki masło – w krótkim czasie zostaje utlenione, żółknie i mówimy, że zjełczało. Dokładnie to samo dzieje się z nami, a konkretnie błonami naszych komórek, białkami, czy DNA – to właśnie zmiana struktury kodu DNA uznawana jest za przyczynę mutacji komórek, a w konsekwencji nowotworów. Na długiej liście zasług i umiejętności wolnych rodników znajduje się też miażdżyca ( w wyniku utleniania cholesterolu), uszkodzony układ krążenia, układ trawienny, uszkodzone oczy, nerki, płuca, choroby dermatologiczne, czy schorzenia wątroby.
Konsekwencje ich obecności w naszym ciele nie są wyłącznie negatywne – ciała odpornościowe wykorzystują rodniki do niszczenia niektórych bakterii, jednak długa lista grzechów jakie mają na swoim sumieniu wyklucza rozpatrywanie ich w kategorii przyjaciół i sprzymierzeńców zdrowia. W królestwie stresu
Mali buntownicy najlepiej czują się w przemęczonych i zestresowanych organizmach. Duże tempo życia, ciągłe napięcie, dym papierosowy – oto wymarzone warunki dla rozwoju wolnych rodników. Kochają również nadmiar alkoholu, wysoko przetworzoną żywność, zanieczyszczone powietrze, promienie ultrafioletowe, długotrwały wysiłek fizyczny i psychiczny. Jak sobie z tym radzić? Stwierdzenie „żyć wolniej i mniej stresująco" to czysty truizm. Nasza doba staje się coraz krótsza, coraz więcej zajęć i zobowiązań musimy uwzględnić w planie dnia. Chcemy realizować swoje ambicje, sprawdzać się w pracy, wszędzie być na czas, we wszystkich zachowywać perfekcjonizm. Czy mamy wszystko to porzucić w imię walki z wolnymi rodnikami? Nie, ale warto zadbać o dostarczenie naszym organizmom antidotum, które w skuteczny i naturalny sposób rozprawi się z niepożądanymi rezydentami. Tak właśnie działają przeciwutleniacze, które po prostu oddają rodnikom wolny elektron, czyli to czego z takim uporem i zawziętością szukają. Gdy rodniki wchłoną brakujące elektrony staną się całkowicie nieszkodliwe. Zbawienny redox
Do najskuteczniejszych przeciwutleniaczy należą: zielona herbata, czerwone wino, witaminy A, C i E, warzywa i owoce, wśród których najwyżej cenione są czerwone winogrona. Doskonałymi składnikami diety są też ryby, warzywa strączkowe, kasze. Można również sięgnąć po sztuczne suplementy i substancje, jednak w walce z tak zmyślnym i operatywnym przeciwnikiem warto wytoczyć największe działa. A nie ma wśród nich skuteczniejszej broni, niż nazywana życiodajną substancją – woda. To właśnie ona wiedzie zdecydowany prym wśród wszystkich utleniaczy. Warunek, jaki musi spełnić jest tylko jeden - właściwy potencjał redox. Powinien on wynosić poniżej 200 mV. Brzmi tajemniczo. Tymczasem nazwa red – oks – to nic innego jak zjawiska utleniania i redukcji. Potencjał redox to informacja, jakie zdolności posiada substancja do oddawania i przyjmowania elektronów, a zatem na ile będzie ona w stanie zaspokoić żądania wolnych rodników. Poddana reakcji redox woda nasycona zostaje aktywnym wodorem. Efekt? My zyskujemy skuteczne antidotum, zaś rodniki tracą wszelką nadzieję na przetrwanie. Aktywny wodór to doskonały i bezlitosny reduktor małych buntowników. Warto pamiętać o tym, że wody mineralne nabywane w sklepach posiadają co prawda bogactwo składników mineralnych, jednak pod względem potencjału redox w większości nie wypadają najlepiej – znacznie powyżej 200 mV.
Jak widać nie tylko krem potrafi skutecznie rozprawić się z wolnymi rodnikami. Znacznie ważniejsze jest całościowe podejście do zagadnień związanych z żywieniem, higieną życia, podejściem do płynów, które wprowadzamy do naszych organizmów.
Najważniejsza w tym wszystkim powinna być wiedza i świadomość mechanizmów, jakie zachodzą w najdalszych zakamarkach ludzkiego ciała – one stanowić będą najskuteczniejszy oręż w walce o zdrowe i dobre życie.
"Pozwól mi być błogosławieństwem dla Ciebie i pozwól sobie być błogosławieństwem dla innych." John Coonley (przezwyciężył raka)
Pomóż komuś mniej szczodrze obdarzonemu przez los
Każdy z nas na swój sposób jest egoistą. Niektórzy są większymi, niż inni.Zostaliśmy po prostu w ten sposób stworzeni, egoizm jest składnikiem instynktu przeżycia.Działanie w nieegoistyczny sposób w stosunku do kogokolwiek innego, niż członek rodziny wymaga odwagi i determinacji. Natura zawsze dąży do równowagi - Ty pomożesz komuś, a ktoś pomoże Tobie. Prawidłowość ta jest przez większość ludzi ignorowana, ponieważ fakt ten nie jest znowu taki oczywisty.Pomóż komuś bez oczekiwania czegoś w zamian, a w taki lub inny sposób uzyskasz pomoc dla siebie. W jaki sposób możesz komuś bezinteresownie pomóc?
W pościgu za pieniędzmi często przeoczamy fakt, że istnieje wiele ludzi wokół nas, którym się o wiele mnie poszczęściło. Nie czekaj, aż zostanie Ci objawione, że jesteś szczęściarzem większym, niż większość ludzi.
Dawanie bez oczekiwania na rewanż pomoże Ci uświadomić sobie o ile bardziej Twoje życie jest łatwiejsze w porównaniu z życiem wielu innych ludzi.